O tym, co czytam, słucham i oglądam w mediach. I zamiast miotać w przestrzeń przekleństwa, wolę odreagować kulturalnie przy użyciu bloga.
Kategorie: Wszystkie | Zaparcia
RSS
niedziela, 19 czerwca 2016
Logika Euro 2016

Sześć grup i pięć różnych reguł rozstawiania w drabince turniejowej. Gdyby takie zadanie pojawiło się w testach na inteligencję - znajdź schemat rządzący tymi przypadkami - rozwiązujący mieliby z nim sporo kłopotów. Właściwie tylko jedna reguła jest oczywista: Francja ma mieć najłatwiej.

reguły rozstawiania w drabince

Podobnie ciekawe są zasady dobierania rywali z miejsc trzecich. Awansują cztery takle drużyny z sześciu grup, co daje piętnaście mozliwych przypadków. Władze europejskiej piłki po prostu rozpisały każdy przypadek z osobna, a kibice raczej nie mają szans zapamiętać tej tabelki. W każdym razie, gdyby reprezentacja Polski wygrała swą grupę, to w trzech przypadkach na piętaście trafi na rywala z grupy A, w kolejnych trzech - z grupy F, a w dziewięciu pozostałych - z grupy B. Dlaczego? Bo tak.

poniedziałek, 21 marca 2016
Niech ktoś powie "Kaczor d*pa"!

Odkurzony wierszyk kabaretu Dudek stał się przebojem wśród przeciwników władzy. Nabrał on ponoć aktualności, gdy ster rządów objęła ekipa przewrażliwiona na swym punkcie. Zachłyśnięci tą celną krytyką kodowcy jakoś nie zauważyli, że puenta tekstu najbardziej uderza w nich samych.

Kraju mój – źle kombinujesz. Nikt się aż do tego stopnia tobą nie interesuje - zauważał Wojciech Młynarski. I owszem, reakcja polskich polityków na paradę tzw. karnawałową w Duesseldorfie była przesadzona. Rzut oka na zdjęcia pokazuje, że autor figur po prostu poobrażał w prostacki sposób wszystkich, których poglądy mu nie pasują. Ale unijni politycy są przecież jeszcze bardziej drażliwi: mówi się, że Timmermansa rozzłościły ostatnie okładki w polskiej prasie. [...] Temat okładek został poruszony w trakcie spotkania komisarzy ws. sytuacji w Polsce. A Guy Verhofstadt w reakcji na okładkę "Wprost" postanowił zaatakować polityków Grupy Wyszehradzkiej; pewna polska gazeta nazwała to wymianą uprzejmości. W swym zapale Verhofstadt jednak nie zauważył, że "Wprost" nie jest wydawany przez polski rząd. Co by to było, gdyby w odpowiedzi na paradę w Duesseldorfie Witold Waszczykowski zaczął wypuszczać fotomontaże z Angelą Merkel?

Przesadna wrażliwość na obraz Polski za granicą jest, co ciekawe, znacznie bardziej widoczna po stronie "kodowej". To efekt jakichś głębokich kompleksów niższości, gdy każda opinia z "lepszego świata" waży stokroć więcej, niż ta z rodzimego podwórka. Czytelnicy "GW" tak bardzo pragną się utwierdzać w swych poglądach za pomocą głosów z Zachodu, że z braku lepszych opcji w roli zagranicznych dziennikarzy występują współpracownicy gazety, a nawet zaprzyjaźnieni polscy autorzy. Ich opinie są potem cytowane jako zgodny głos Niemców, Francuzów czy Amerykanów. Teksty takie, jak ten, ten czy ten pojawiają się regularnie w odpowiedzi na nieustający popyt ze strony polskich czytelników.

A ci chcą więcej i więcej, napędzani pragnieniem: niech ktoś powie "Kaczor dupa"! Niech ktoś powie "Kaczor dupa"!

niedziela, 21 lutego 2016
Prawda truje, Celiński i Bujak gwałcą

Prawda truje - pouczył Andrzej Celiński podczas dyskusji na temat odnalezionej teczki agenta „Bolka”. Podziwiam go, że potrafi zachować niezmącony spokój i niewymuszoną bezczelność, gdy czarno na białym okazuje się, jak zakłamane wersje prawdy forsował przed kilku laty. Zaszczuwając Bogu ducha winnych historyków badających przeszłość Lecha Wałęsy, grzmiał w liście otwartym, iż ci policjanci pamięci [...] gwałcą prawdę i naruszają fundamentalne zasady etyczne.

Kto naprawdę w III RP gwałcił prawdę, zarówno w jej wczesnych latach, jak i po osiągnięciu pełnoletności - okazało się przed paroma dniami, gdy inny z sygnatariuszy listu, Zbigniew Bujak, z rozbrajającą szczerością przyznał, że jego środowisko nigdy nie miało wątpliwości co do współpracy Lecha Wałęsy z SB. W tej sytuacji słowa Celińskiego należy chyba rozumieć tak, że pod nazwą „Prawda” kryje się środowisko znanego polskiego dziennika, siłą propagandy dorównującego organowi prasowemu KC KPZR. Truje Polaków od 1989 r. i truć nie przestanie.

Struty prawdą poczuł się też sam Wałęsa, który swego czasu założył portal www.lwarchiwum.pl i opublikował tam skany swojej teczki. Dziś domena jest sprzedana, a ślady po teczce znikły. W sumie nic dziwnego, bo jej zawartość nijak nie przypominała tego, co wg doniesień znalazło się w teczce Wałęsy u Kiszczaka. Może pora na uczciwe śledztwo ws. nielegalnego niszczenia dokumentów? Póki co odkopuję dwie strony z owej teczki, które pokazują, że nawet funkcjonariusze SB znali różne wersje prawdy. Pozostaje obstawiać, które z poniższych nazwisk okazały się tajnymi współpracownikami, biorącymi udział w kombinacji operacyjnej grubo po roku 1976.

wersja1

wersja2

niedziela, 08 listopada 2015
Debata ws. uchodźców szansą dla wizerunku PiS

PiS zdobyło samodzielną większość w parlamencie m.in. dzięki głosom osób obawiających się zalewu uchodźców. Straszenie obcymi kulturowo przybyszami, choć czasem przesadzone, było odpowiedzią na zapotrzebowanie społeczeństwa poddanego topornej propagandzie rządu PO i rządowych mediów. Z drugiej strony Andrzej Duda został prezydentem dzięki przedstawianiu programu pozytywnego, bez wpadania w wysokie tony i bez totalnej negacji przeciwników. Którą strategię powinno przyjąć PiS po objęciu rządów i "odbiciu" mediów publicznych?

W moim przekonaniu korzystne dla samej partii, ale i dla debaty publicznej w Polsce, byłoby podejście stonowane i merytoryczne. Dziś jedna strona debaty nawołuje do pomocy biednym uchodźcom, bez oglądania się na realia. Druga straszy islamizacją i chorobami, choć póki co żadne hordy do Polski nie chcą przyjeżdżać. Tymczasem potrzebna jest uczciwa, rzetelna dyskusja o przyczynach masowej imigracji i problemach systemu kwotowego, ale i też uznanie, że część uchodźców może potrzebować naszej pomocy i nie wolno wszystkich wrzucać do jednego worka - inaczej lewicowe media zaraz wyciągną jakąś biedną, kaleką dziewczynkę z ambicjami, której faszystowska prawica nie chce pomóc.

Obawy o przestępczość, islamskie getta, tożsamość kulturową czy choroby już wybrzmiały. Teraz warto skupić się na faktach. Przypominać, że system kwotowy oznacza nakaz pilnowania imigrantów, by nie uciekli z Polski oraz wymierne kary finansowe, jeśli jednak uciekną. Rzetelnie szacować, jaka część uchodźców przybyła faktycznie z terenów wojennych, a jaka przyjechała z bezpiecznych obozów. Pytać, ilu faktycznie chce mieszkać w Polsce. Dociekać źródeł kryzysu, przypominać o celowym rozminowaniu wód między Turcją a Grecją czy o zachęcaniu uchodźców i finansowaniu ich exodusu przez fundacje George'a Sorosa.

Już nawet w "Gazecie Wyborczej" pojawiają się wezwania do otwartego stawiania sprawy i poważnego traktowania obaw zwykłych ludzi. Dotyczą one jednak głównie kosztów ekonomiczno-społecznych, bo o źródłach kryzysu najwyraźniej jest prikaz milczeć. Gdy Viktor Orbán przypomniał o działaniach Sorosa, "GW" za krytykowanie tego "słynnego filantropa" zrównała Orbána z węgierskimi faszystami, oczywiście unikając przy tym odniesień do faktów tak bardzo, jak się da.

Myślę, że jest dziś w Polsce spore zapotrzebowanie na debatę publiczną opartą na faktach i otwartym mówieniu o istocie spraw. Partia, która zdecyduje się na dobrą zmianę w tym zakresie, ma szanse utrwalić i poszerzyć swój elektorat. Chodzi nie tylko o politykę, ale też o media publiczne. Gdy środowiska dziennikarzy wiernych poprzedniej władzy ubolewają, jak to rzekomo PiS popsuł debatę publiczną, doprowadzając do przerzucania się demagogicznymi argumentami zamiast dyskusji, byłoby miło zobaczyć odrodzenie owej debaty właśnie w telewizji "odzyskanej" przez PiS. Większości Polaków nie ucieszy wychylenie wahadła w drugą stronę. W miejsce publicystów widzących świat jako walkę Dobra ze Złem, kochających bulwersować się niecnymi postępkami przeciwników, lepiej sprawdzą się tacy, jak np. Mariusz Max Kolonko - ostrzy i subiektywni, ale starający się patrzeć realnie na świat. To Kolonko, a nie Lis czy Pospieszalski, zaskarbił sobie sympatię internautów.

Otwarta debata bez tematów tabu, z próbą dotarcia do sedna problemu - to byłby ożywczy powiew w telewizji publicznej. Nawet, jeśli w takich mediach dostanie się też PiS-owi - a dostanie się, bo każda władza psuje z czasem władców - summa summarum będzie to z korzyścią i dla tej partii, bo ugruntuje wizerunek zmieniony za sprawą prezydenta Dudy. Odwrotu nie ma, chyba że do roku 2007.

sobota, 26 września 2015
Imigranci - do Lemingradu!

Dyskutując na stołówce w fabryce o obowiązkowych kwotach imigrantów, patrzyłem przez okno na gigantyczną wyciskarkę do cytryn, górującą nad błoniami wilanowskimi. W ostatniej dekadzie rejon ów przeszedł gruntowną metamorfozę: zielone pola i łąki zniknęły pod gęstą zabudową mieszkaniową, choć południowe rubieże wciąż czekają na swą kolej. Okno w okno, blok w blok nowe budynki zostały zasiedlone przez imigrantów z innych dzielnic Warszawy i spoza niej. Dominujący wśród przybyszów światopogląd i niezłomne oddanie rządzącej Partii przyczyniły się do utrwalenia popularnej nazwy tych osiedli - Lemingrad.

Lemingrad

Patrząc tak przez okno doznałem olśnienia. Gdziej indziej znajdziemy tak dobre miejsce do osiedlenia tysięcy imigrantów? Lemingrad jest idealny!

Po pierwsze, wielu tatmtejszych mieszkańców całym jestestwem identyfikuje się z (aktualnymi) poglądami władzy, więc chętnie przyjmą przybyszów pod swój dach. Jeśli nie starczy miejsca dla wszystkich, to nadal zostają połacie pól do zabudowy. Obecnych i nowych mieszkańców połączy wspólnota imigranckich doświadczeń, zamiłowanie do nowoczesnych gadżetów i modnych potraw takich jak hummus, a nawet w pewnym stopniu poziom dzietności. To w Miasteczku Wilanów planowanych jest najwięcej inwestycji oświatowych, tak potrzebnych uchodźcom.

Po drugie, zachodnie doświadczenia wskazują, iż przybysze z krajów muzułmańskich niechętnie rozpraszają się po lokalnych społecznościach. Wolą mieszkać razem, a dzięki dostępnej przestrzeni błonia wilanowskie im to umożliwą. Konkurencją mogłaby być Zielona Białołęka, ale jednego jej brakuje.

Otóż wspomniana wyciskarka do cytryn po bliższym przyjrzeniu okazuje się Świątynią Opatrzności Bożej, której budowa niestety idzie jak krew z nosa. Wydaje się, że bardziej jest potrzebna hierarchom kościelnym, niż wiernym. Do tego wierni mieszkający w pobliżu Świątyni zasadniczo zagdzają się z naukami Kościoła, ale czynią drobne wyjątki w kilku nieistotnych sprawach, jak aborcja, eutanazja, praca w niedziele, związki niesakramentalne, rozwody, definicja małżeństwa, tolerancja dla procesji i dzwonów kościelnych, miłość do bliźniego z PiS, czy wreszcie uczestnictwo w mszach świętych. Powiedzmy szczerze: niedzielna frekwencja w ŚOB nie zapowiada się nadzwyczajnie.  Z drugiej strony muzułamnie potrzebują meczetów, najlepiej pojemnych i okazałych. Władze kościelne z pewnością chętnie okażą swe katolickie cnoty ubóstwa i miłości bliźniego, rezygnując z wilanowskiego pomnika megalomanii i wysłuchując apelu papieża Franciszka o zapewnienie przybyszom warunków do życia - w tym przypadku meczetu. Nareszcie państwowe dotacje na ten budynek, przez tyle lat wywołujące wściekłość postępowych Polaków, okazażą się słuszne i uzasadnione.

Skoro już jesteśmy przy pieniądzach, które trzeba gdzieś znaleźć dla imigrantów, to błonia wilanowskie wydają się miejscem świętym: samoczynnie rozmnażają kasę bez wytworzenia żadnej wartośći dodanej. Skoro Ryszard Krauze potrafił, to czemu nie miałoby się to udać każdemu innemu? A gdyby w przyszłości z roszczeniami do gruntów zgłosili się potomkowie Branickich, to łatwo będzie ich odesłać z kwitkiem. Próba odzyskania ziemi zasiedlonej przez osoby o niesłowiańskiej karnacji byłaby posunięciem jawnie rasistowskim.

Również członkowie skrajnej prawicy ucieszyliby się z umieszczenia imigrantów w jednym miejscu. Nie musieliby jeździć po całej Polsce, by móc ich pobić czy choćby ponietolerować. Tu mieliby wszystkich pod ręką (glanem?), a jeszcze i jaki leming by się nawinął...

Wreszcie gdyby potwierdziły się pogłoski, iż w miejscach zasiedlanych przez arabskich przybyszów wzrasta liczba przestępstw, to znów Lemingrad wybawiłby nas od problemu. Raz, że przestępczość w pojedynczej enklawie względnie łatwo utrzymać w ryzach i zapobiec wylewaniu się na cały kraj. Dwa, że wystarczyłoby, aby politycy PO przedstawili mieszkańcom Miasteczka Wilanów statystyki, według ktorych przestępczość spada - a ci uwierzyliby. Podobnie bez protestów przyjęliby na swym terenie prawo szariatu, gdyby tylko zostało wpisane do programu PO (były już większe wolty światopoglądowe tej partii) i ogłoszone jako przymiot Nowoczesnych Europejczyków.

To jak, mieszkańcy Lemingradu - zgadzacie się? Tylko musicie się pospieszyć z petycją do rządu, bo za miesiąc przyjdzie ciemny PiS, zacznie węszyć spiski i udaremni Wasze szczęście.

środa, 23 września 2015
Eurolewica + technokraci + ONZ = gwarancja eskalacji problemu uchodźców

Zdaniem Angeli Merkel Europa ma moralny obowiązek udzielić pomocy uchodźcom i każdy partner na kontynencie powinien wnieść swój wkład. Ba, pani kanclerz twierdzi, iż państwa unijne zgodziły się na takie rozumienie praw człowieka przez samo wstąpienie do Unii. To, czego głośno nie przypominają władze Niemiec i prorządowe gazety w Polsce, to fakt, że państwa, które w traktatach akcesyjnych zagwarantowały sobie opcję opt-out, zwyczajnie wypięły się na "prawa człowieka" rozumiane jako kwoty narzucone przez Brukselę. Wielka Brytania, Irlandia i Dania przyjmą gości na własnych zasadach, choć jako żywo z UE się nie wypisały.

Minister Piotrowska przed wtorkowym szczytem podkreślała, że nasz kraj nie zgodzi się na obowiązkowe kwoty. Trudno oprzeć się wrażeniu, iż członkwie rządu są funkcjonalnymi analfabetami i nie rozumieją słów, które wypowiadają. Oto bowiem zdaniem Rafała Trzaskowskiego wszystkie postulaty Polski zostały uwzględnione: nie ma automatyzmu i jest kontrola państw członkowskich. O rzekomym braku automatyzmu i o roli krajów członkowskich w selekcji uchodźców milczą media w rodzaju BBC, które skądinąd poświęcają mnóstwo uwagi wtorkowym ustaleniom. Widać chodzi o mało istotny zapis, taki dla uspokojenia polskiej opinii publicznej. Gorzej, że pokrętnej logiki naszego rządu nie zrozumieli partnerzy z Grupy Wyszehradzkiej, którzy rozczarowani złamaniem ustaleń przez stronę polską, przebąkują o zdradzie. Do tego wygląda, iż nic nieznaczący zapis został okupiony deklaracją przyjęcia przez Polskę proporcjonalnie większej liczby uchodźców, niż w pierwotnych planach. Prorządowe media przedstawiają to jako sukces, bo przecież Polsce dramatycznie brakuje rąk do pracy(!), o czym donoszą Angole, którzy jakoś na plan Angeli się wypięli. A Jacek Rostowski skacze z radości pod sufit, gdyż osiągnęliśmy wszystkie techniczne cele, które chcieliśmy.

I to jest największy problem z technokratami: rozumieją świat w kategorii "technicznych celów", kompletnie tracąc z pola widzenia rzeczywistość i istotę spraw, o których decydują. W tym przypadku Niemcom chodziło o sprawienie, by Polska i inne państwa pełniły rolę odstraszającą wobec uchodźców, którzy nie będą już mieć pewności, czy trafią do Niemiec, czy może do jakiegoś dzikiego kraju. Za taką przysługę powinniśmy dostać coś w zamian, choćby konkretne zapisy nt. solidarności energetycznej. Nie dostaliśmy nic, za to skłóciliśmy się z Grupą Wyszehradzką, naszymi naturalnymi sojusznikami. To przecież blok państw, któremu powinniśmy liderować, jeśli chcemy, by nasz głos był słyszalny w Unii. Polski rząd pokazał, jak można koncertowo przegrać na obu frontach. Tak wyglądają owe rzekome sukcesy polityki zagranicznej premierów Tuska i Kopacz.

Równie mało uwagi poświęca się przyczynom kryzysu, czyli polityce ONZ, która wypchnęła uchodźców z obozów w Turcji do Europy. Sama ONZ uznaje wtorkowe porozumienie za niewystarczające i otwarcie zapowiada, że ustalone kwoty będą musiały zostać zwiększone. Całą odpowiedzialność za rozwiązanie kryzysu składa na Europę, tak jakby zaproszenie imigrantów przez Angelę Merkel oznaczało oficjalne uznanie europejskiego kierunku migracji za jedyny słuszny. Spodziewajmy się dalszych problemów i nowych "technicznych celów".

niedziela, 20 września 2015
Polska straszakiem na syryjskie dzieci

Debata o uchodźcach to walka skrajności. Z jednej stony chwytające za serca zdjęcia biednych syryjskich dzieci i nawoływania do "solidarności", z drugiej - straszenie dzikimi hordami islamistów. Chyba obu stronom jest wygodnie prowadzić dyskusję opartą na emocjach. Celują w tym tzw. czynniki oficjalne, które jak diabeł święconej wody boją się otwartego postawienia sprawy.

Tym większe uznanie dla wiceszefa KE Fransa Timmermansa, który w wywiadzie dla "Rzepy" szczerze przyznał: musimy wysłać [uchodźcom] jasny sygnał: w momencie gdy przybywacie do UE, nie możecie sobie wybrać kraju złożenia wniosku azylowego. [...] może się zdarzyć, że pojedziecie do innego kraju UE. I zostaniecie tam przez przynajmniej pięć lat. [...] Jeśli imigranci się zorientują, że nie mają pewnego miejsca w Niemczech, to może się zastanowią, czy warto w ogóle tu przyjeżdżać.

Gdyby inni politycy tak uczciwie stawiali sprawę, dyskusja byłaby o wiele łatwiejsza. W systemie kwot chodzi o solidarność z Niemcami i o pomoc dla Niemiec, nie dla uchodźców. Perspektywa pięcioletniego pobytu w Polsce ma być dla imigrantów czynnikiem odstraszającym, podobnie jak niegdyś Polaków straszono wizją "wycieczki" na Syberię. Syrysjkie dzieci, którym w nocnych koszmarach będą się śnić ch*j, d*pa i kamieni kupa, zapragną pozostać w swym ograniętym wojną państwie, zamiast wyjeżdżać do dzikiego kraju, który na dodatek istnieje tylko teoretycznie.

Cóż, zapewne możemy się zgodzić na taką rolę, o ile doczekamy się solidarności w sprawach istotnych dla nas. Może to być np. rezygnacja z drugiej nitki Nord Stream czy złagodzenie polityki klimatycznej w stylu przesunięcia roku referencyjnego (1990) o kilka lat wstecz.

Swoją drogą jest jeden pożytek z obecnego kryzysu: jak na dłoni widać, które media choćby półgębkiem wspominają o polskiej racji stanu, a które całą pracę wkładają w urabianie opinii publicznej pod kątem racji stanu innych krajów, w tym przypadku sprzecznej z naszą. Ciekawe, ile jeszcze osób nabiera się na bajki, że imigranci długo u nas nie zostaną, bo przecież tak było do tej pory. Propaganda tak prymitywna, że gdy już opadnie kurz, trudno będzie mediom w rodzaju "GW" udawać, że to przez pomyłkę i w dobrej wierze.

niedziela, 23 sierpnia 2015
Most Łazienkowski - coś nie tak (2)

W uzupełnieniu notki sprzed pół roku warto odnotować pożar sprzed tygodnia. Wniósł on kilka nowych wątpliwości, które niby da się jakoś wytłumaczyć, ale nie do końca.

Urzędnicy i wykonawca twierdzą wręcz, że nie było żadnego pożaru, tylko "zadymienie". Pomost z desek, który zimą w chłodnym i wilgotnym powietrzu płonął jak dobra pochodnia, teraz przy skrajnych upałach i kilkutygodniowej suszy ledwie się tlił. Podobno to dlatego, iż zimą deski były podgrzewane przez pożar pod mostem i piroliza drewna była natychmiastowa. Być może, choć jak pokazywałem w pierwszej notce, zdjęcia z lutowego pożaru sugerują, że deski na moście zajmowały się ogniem wcześniej, niż te leżące pod nimi.

Druga rzecz - wiedząc, jak łatwopalny jest pomost, firma demontująca stalową konstrukcję w jego sąsiedztwie tnie ją otwartym ogniem (palnikami). Można by przypuszczać, iż inżynierowie z Bilfingera albo są idiotami, albo mają informacje, że wcale nie jest tak łatwo podpalić owe deski.

A czemu w ogóle nie zdemontowano pomostu, by oddalić ryzyko pożaru? Otóż pracownicy korzystają z niego, aby dotrzeć do czoła prac - miejsca, w którym przecinają konstrukcję. No dobrze, ale skoro pomost nadal jest potrzebny, a jego większa część spłonęła w lutym, to jak są odcinane segmenty pozbawione pomostu? Nie wiadomo.

Tak czy inaczej trudno pozbyć się wrażenia, że w lutym ktoś mocno pomógł pożarowi i nie była to żadna sierotka z zapałkami. Przecież deski leżące pod mostem, od których oficjalnie rozpoczął się pożar, zostały wcześniej zdemontowane z pomostu. Jak już teraz wiemy, nie jest łatwo je podpalić.

niedziela, 19 lipca 2015
Wolność według Ewy Kopacz. #wracaPRL

Ustawa o in vitro jest wielkim zwycięstwem wolności, to nie jest żaden oblig, nikt nikomu niczego nie nakazuje [...] Ci, którzy będą chcieli skorzystać z tej metody, będą mogli z niej skorzystać nieodpłatnie. To jest dla mnie wartość nadrzędna, ja rozumiem, że przez wszystkich rozumiana jednakowo - zrozumiała premier Kopacz.

W kilku krótkich zdaniach Ewa Kopacz wykluczyła z grona wszystkich całe rzesze Polaków - tych, którzy zgadzają się przynajmniej z jednym z poniższych:

  • życie ludzkie zaczyna się w chwili poczęcia i od tego momentu podlega konstytucyjnej ochronie, a hibernacja na czas nieokreślony takiej ochrony nie daje,
  • historia prof. Chazana pokazała, że wolność sumienia lekarzy jest zawieszana, gdy do ich gabinetów trafiają nieudane produkty zabiegów in vitro,
  • konieczność płacenia podatków na usługi medyczne dla osób trzecich, niemające na celu poprawy stanu ich zdrowia, odbiera podatnikom wolność dysponowania własnymi pieniędzmi,
  • bez zwiększenia puli środków w NFZ refundacja in vitro oznacza zmniejszenie środków na leczenie innych chorych,
  • konieczność finansowania przez podatników zabiegów obchodzących się instrumentalnie z ludzkim życiem to totalitarny oblig, nakaz sprzeczny z konstytucyjną wolnością sumienia,
  • koszty zabiegu in vitro są śmiesznie małe wobec kosztów utrzymania dziecka do osiągnięcia dorosłości, zatem gdy jakiejś pary nie stać na in vitro i dostanie je za darmo, to podatnicy mogą być zmuszeni do utrzymywania jej dziecka przez kolejne lata.

Jeśli z tak kontrowersyjnej sprawy ktoś pojął tylko tyle, że powinna być przez wszystkich rozumiana jednakowo, to ja się zastanawiam, w jakim świecie ta osoba żyje i jak bardzo jest oddalona od spraw publicznych. Mam nadzieję, że po jesiennych wyborach będzie oddalona jeszcze bardziej.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 43
Potrzebna pomoc dla TARY